3

Dziś napiszę o tym, jaką poniosłam klęskę jako matka, jeśli chodzi o odżywianie własnych dzieci.

Ideały miałam szczytne. Miały jeść dużo owoców i warzyw, a nie znać smaku słodyczy. A jest odwrotnie. Bardzo długo karmiłam dzieci piersią. Juliana 5 lat, a Zuzię 3 lata. Tak było mi wygodnie. Karmiłam całą ciążę, bo między dziećmi jest 2 lata różnicy. Julek nie chciał jeść nic innego. Odstawiłam ich gdy Zuzia i Julek poszli razem do przedszkola.  Oczywiście jedli inne rzeczy, ale nie lubili i nie lubią nowości. Mają kilka potraw, które lubią.

Nie jedzą owoców, z wyjątkiem jabłek, nie jedzą warzyw z wyjątkiem kalafiora, brokuła i fasolki szparagowej. Uwielbiają mleko i płatki śniadaniowe, parówki, jajka, chude wędliny( najlepiej z indyka), kiełbasę, kotlet z kurczaka lub indyka, różnego rodzaje kasze i ryż, a ziemniaki tylko pod postacią frytek. Z zup w grę wchodzi tylko rosół, pomidorowa, barsz biały i ewentualnie kalafiorowa( jak nie będzie widać warzyw), pierogi z serem i mięsem, naleśniki i placki z jabłkami. I to wszystko nie licząc fast foodów tj. Pizza, chamburger, hot dog- oczywiście bez warzyw. Julek zje czasem chamburgera z warzywami.

Piją tylko wodę mineralną i soki (Zuzia). W szkole jedzą obiady i jedzą więcej. Julek potrafi tam zjeść marchewkę. Oboje zgodnie mówią, jeżeli coś zjedzą w szkole, to nie oznacza to, że ruszą to w domu. Jak próbuję zrobić coś nowego, to nic nie zjedzą, albo się ksztuszą i obrażają. Przy czym apetyt na ulubione rzeczy im dopisuje.

Zuzia jest bardzo szczupła, a Julek przy wzroście 156cm waży 50kg. Zastanawiam się, czy da się coś zmienić w ich diecie. Próbowałam dawać im do spróbowania małe porcje owoców i warzyw ale nie dają się przekonać do spróbowania. Na dzień dobry są negatywnie nastawieni.


Odpowiedzi: 3 do wpisu “29 paździrnika”

  1. Lika

    Aniu! Myślę, że jesteś dla siebie zbyt surowa. Niestety większość dzieci tak je i jeśli by to rozpatrywać w kategorii klęski, to poniosło ją 99% rodziców. Ja też :-)
    Ale zamiast rwać rozpaczać z tego powodu warto mimo wszystko próbować podstawiać dzieciom pod nos warzywa i owoce (czasem jabłko na które nie mają ochoty, dużo szybciej zjedzą jeśli będzie obrane leżało na kuchennym stole). Trudno zupełnie wyeliminować fast foody, ale warto stawiać rozsądne granice – u nas obowiązuje zasada: jeden raz w miesiącu i konsekwentnie jej przestrzegamy. Zauważyłam też, że dużo lepszym rozwiązaniem jest jeden słodki dzień w tygodniu, niż codzienne podjadanie słodkiego „co nieco”. Młody zbiera słodycze z całego tygodnia i konsumuje je w sobotę, często nie jest w stanie zjeść wszystkiego i zostawia na następny tydzień. Spróbuj, bo to dobra metoda.

  2. Bianka

    Nauczyć dzieci zdrowego odżywiania to nie lada wyzwanie. Chciałabyś, aby nie znały smaku słodyczy… jeżeli Ty im nie kupisz, to prędzej czy później poznają ich smak i zapamiętają jako coś dobrego, bo nie tylko wyśmienicie smakują, ale znając życie, babcie i ciotki dają je dzieciakom w nagrodę.
    Jako dziecko w ogóle nie jadłam warzyw, z wyjątkiem pomidorów i kiszonych ogórków. Surówki, sałatki? Coś zielonego? BLE! Dojrzałam do tego sama…
    A póki co może zamień dzieciakom słodycze na suszone owoce, są słodkie, powinny je polubić. A z warzywami nie mam pomysłu, jak walczyć…
    Życzę jednak powodzenia!!

  3. ania

    suszone owoce to byłby pomysł, ale wyglądają nieatrakcyjnie. Ja codziennie rano jem suszone owoce śliwki, morele, żurawinę i to u nich wywołuje ble. Jako dziecko też byłam niejadkiem, ale w drugą stronę. Jadłam owoce i warzywa. Zero mięsa, bo wywoływało u mnie mdłości. Potrafiłam tydzień jeść dżem reneklodowy. Przeszło mi dopiero podczas ciąży. :-)


Trackbacki/Pingbacki


Zostaw komentarz