Dziś napiszę o tym, jaką poniosłam klęskę jako matka, jeśli chodzi o odżywianie własnych dzieci.
Ideały miałam szczytne. Miały jeść dużo owoców i warzyw, a nie znać smaku słodyczy. A jest odwrotnie. Bardzo długo karmiłam dzieci piersią. Juliana 5 lat, a Zuzię 3 lata. Tak było mi wygodnie. Karmiłam całą ciążę, bo między dziećmi jest 2 lata różnicy. Julek nie chciał jeść nic innego. Odstawiłam ich gdy Zuzia i Julek poszli razem do przedszkola. Oczywiście jedli inne rzeczy, ale nie lubili i nie lubią nowości. Mają kilka potraw, które lubią.
Nie jedzą owoców, z wyjątkiem jabłek, nie jedzą warzyw z wyjątkiem kalafiora, brokuła i fasolki szparagowej. Uwielbiają mleko i płatki śniadaniowe, parówki, jajka, chude wędliny( najlepiej z indyka), kiełbasę, kotlet z kurczaka lub indyka, różnego rodzaje kasze i ryż, a ziemniaki tylko pod postacią frytek. Z zup w grę wchodzi tylko rosół, pomidorowa, barsz biały i ewentualnie kalafiorowa( jak nie będzie widać warzyw), pierogi z serem i mięsem, naleśniki i placki z jabłkami. I to wszystko nie licząc fast foodów tj. Pizza, chamburger, hot dog- oczywiście bez warzyw. Julek zje czasem chamburgera z warzywami.
Piją tylko wodę mineralną i soki (Zuzia). W szkole jedzą obiady i jedzą więcej. Julek potrafi tam zjeść marchewkę. Oboje zgodnie mówią, jeżeli coś zjedzą w szkole, to nie oznacza to, że ruszą to w domu. Jak próbuję zrobić coś nowego, to nic nie zjedzą, albo się ksztuszą i obrażają. Przy czym apetyt na ulubione rzeczy im dopisuje.
Zuzia jest bardzo szczupła, a Julek przy wzroście 156cm waży 50kg. Zastanawiam się, czy da się coś zmienić w ich diecie. Próbowałam dawać im do spróbowania małe porcje owoców i warzyw ale nie dają się przekonać do spróbowania. Na dzień dobry są negatywnie nastawieni.
31 October, 17:29
Aniu! Myślę, że jesteś dla siebie zbyt surowa. Niestety większość dzieci tak je i jeśli by to rozpatrywać w kategorii klęski, to poniosło ją 99% rodziców. Ja też :-)
Ale zamiast rwać rozpaczać z tego powodu warto mimo wszystko próbować podstawiać dzieciom pod nos warzywa i owoce (czasem jabłko na które nie mają ochoty, dużo szybciej zjedzą jeśli będzie obrane leżało na kuchennym stole). Trudno zupełnie wyeliminować fast foody, ale warto stawiać rozsądne granice – u nas obowiązuje zasada: jeden raz w miesiącu i konsekwentnie jej przestrzegamy. Zauważyłam też, że dużo lepszym rozwiązaniem jest jeden słodki dzień w tygodniu, niż codzienne podjadanie słodkiego „co nieco”. Młody zbiera słodycze z całego tygodnia i konsumuje je w sobotę, często nie jest w stanie zjeść wszystkiego i zostawia na następny tydzień. Spróbuj, bo to dobra metoda.
31 October, 23:32
Nauczyć dzieci zdrowego odżywiania to nie lada wyzwanie. Chciałabyś, aby nie znały smaku słodyczy… jeżeli Ty im nie kupisz, to prędzej czy później poznają ich smak i zapamiętają jako coś dobrego, bo nie tylko wyśmienicie smakują, ale znając życie, babcie i ciotki dają je dzieciakom w nagrodę.
Jako dziecko w ogóle nie jadłam warzyw, z wyjątkiem pomidorów i kiszonych ogórków. Surówki, sałatki? Coś zielonego? BLE! Dojrzałam do tego sama…
A póki co może zamień dzieciakom słodycze na suszone owoce, są słodkie, powinny je polubić. A z warzywami nie mam pomysłu, jak walczyć…
Życzę jednak powodzenia!!
1 November, 04:59
suszone owoce to byłby pomysł, ale wyglądają nieatrakcyjnie. Ja codziennie rano jem suszone owoce śliwki, morele, żurawinę i to u nich wywołuje ble. Jako dziecko też byłam niejadkiem, ale w drugą stronę. Jadłam owoce i warzywa. Zero mięsa, bo wywoływało u mnie mdłości. Potrafiłam tydzień jeść dżem reneklodowy. Przeszło mi dopiero podczas ciąży. :-)